Mijają dwa lata od śmierci Jana Pawła II . Zarówno Jego siła oddziaływania , jak i długość tego  pontyfikatu sprawiły , że to odejście wydawało się nam tak samo nieprawdopodobne, jak trudna do wyobrażenia dla dzieci jest śmierć ich rodziców.

Umierał nam sędziwy ojciec- a to przeżywa się , owszem , jako coś przewidywalnego , ale jednak do końca niewyobrażalnego , gdyż odchodził ktoś , kto w świadomym życiu wielu z nas zawsze był .

Był z nami gdy budziliśmy się do solidarności i wolności , a także wówczas , kiedy usiłowano nas na powrót zamknąć w obozie komunizmu.

Był z nami również wtedy gdy tę wolność i własne niepodległe państwo na trwałe odzyskaliśmy.

Co zrobiliście z waszą wolnością ? - pytał nas później tonem ojca zaniepokojonego przyszłością swoich dzieci.

Czy Jego słowa przestrzegające przed prymatem „mieć” nad „być” przyjmowaliśmy z wystarczającą uwagą ? .

Czy traktowaliśmy poważnie  radykalne papieskie wezwanie do budowy cywilizacji miłości tu i teraz.

Jan Paweł II stawiał sobie i nam bardzo wysokie wymagania , bo głęboko wierzył w człowieka. Własnym życiem najlepiej pokazał ile może zdziałać jednostka obdarzona wielką pracowitością i wola wypełnienia swego posłannictwa.

 

„…Jeśli chcesz znaleźć źródło, musisz iść do góry , pod prąd .                                   Przedzieraj się , szukaj , nie ustępuj….”  *

 

 

 

Kluczowe hasło tej misji wypowiedział już w pierwszych dniach swego pontyfikatu :

- Nie lękajcie się ! , otwórzcie drzwi Chrystusowi !

- wołał do ludzi zgromadzonych na placu św. Piotra podczas inauguracji.

W ostatnim dniu pontyfikatu nie mógł już mówić , ale przecież wciąż wzywał do tej samej odwagi i ufności przyjmując  ze spokojem perspektywę śmierci – „gasnąc pogodnie”.

 

 

 

„…A przecież nie cały umieram , to co we mnie niezniszczalne trwa ! *

 

 

* Jan Paweł II Wielki „Tryptyk Rzymski”